Znajduję się w szpitalu. Czekam właśnie przed salą
operacyjną, na której operują Eve. Miała ona poważny uraz czaszkowo-mózgowy. (Urazy
czaszkowo-mózgowe są coraz częstsze, a ich śmiertelność nadal wzrasta i jest
już na trzecim miejscu po nowotworach i chorobach serca.) Bardzo bałam się
diagnozy lekarza. Moje radosne myśli zakryły ciemne wspomnienia o śmierci.
Przez moje ciało przechodziło około 1000W elektryczności. Trzęsłam się jak małe
dziecko, byłam zdruzgotana i zrozpaczona. Nie wiedziałam co mam z sobą począć.
Na szczęście, otworzyły się drzwi do Sali Operacyjnej.
Nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy płakać. Gwałtownie
podeszłam do lekarza prowadzącego i spytałam się:
-Co z nią? Będzie żyć? Co się stało?
-Przepraszam, ale czy pani jest dla niej rodziną?
-Nie, nie, ale ona nie ma nikogo prócz mnie, jest jeszcze
siostra ale one nie utrzymują zbyt bliskiego kontaktu.
-Dobrze, więc tak. Pacjentka, na szczęście, miała niewielki
uraz głowy. Jednak spowodował on powstanie minimalnych drgań, które jednak
odbijając się od kości czaszki wpadają w interferencję, która rozrywa naczynia
krwionośne i tkankę mózgową. W urazach o takim charakterze może dojść do
powikłań wewnątrzczaszkowych. Dlatego w takich przypadkach konieczne są badania
kliniczne wsparte badaniem neuroobrazującym.
-Dobrze. Czyli wszystko z nią będzie dobrze?
-No nie tak od razu. Muszą zostać przeprowadzone dodatkowe
badania, ale nie widzę tutaj zagrożenia dla życia, więc myślę, że wszystko
będzie dobrze.
-Bardzo się cieszę. A
kiedy będzie mogła wrócić z powrotem do domu?
-Nie mogę tego tak dokładnie powiedzieć, ale na pewno za kilka
dni. A pani radziłbym wrócić teraz do domu, przespać się, zjeść coś i odpocząć.
Bo nie widzę dalszego sensu, aby pani tu siedziała.
-Ale, Eve...
-Spokojnie! Jest w dobrych rękach, pod okiem najlepszych
specjalistów, nic jej nie będzie!
-Dobrze, to dziękuję i dobranoc.
Kiedy wychodziłam już ze szpitala zobaczyłam jak kilku
lekarzy wiozło Eve. Była pod kroplówką, poowijana różnymi bandażami i cała
posiniaczona. Był to naprawdę smutny widok. Nie mogłam tam dłużej zostać.
Musiałam wrócić do domu, ale nie miałam czym. Na szczęści nie daleko znajdował
si…ę postój taksówek. Wzięłam jedną z nich i pojechałam do domu.
Nie wiem co myśleć o twoim blogu.. Ponieważ nie lubię Violetty ale twoje pomysły są SUPER!!! Czekam z niecierpliwością na nexta! A i postaraj się aby rozdziały były trochę dłuższe...
OdpowiedzUsuńDziękuję :D
OdpowiedzUsuńBardzo fajny blog,bardzo kocham violette,czekam na next:)
OdpowiedzUsuńSuper blog,chociaż te post jest trochę inny niż te poprzednie,w sensie taki bardziej nie na temat.Wolę abyś pisała tak jak wcześniej.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń