poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział V- Szpital


Znajduję się w szpitalu. Czekam właśnie przed salą operacyjną, na której operują Eve. Miała ona poważny uraz czaszkowo-mózgowy. (Urazy czaszkowo-mózgowe są coraz częstsze, a ich śmiertelność nadal wzrasta i jest już na trzecim miejscu po nowotworach i chorobach serca.) Bardzo bałam się diagnozy lekarza. Moje radosne myśli zakryły ciemne wspomnienia o śmierci. Przez moje ciało przechodziło około 1000W elektryczności. Trzęsłam się jak małe dziecko, byłam zdruzgotana i zrozpaczona. Nie wiedziałam co mam z sobą począć. Na szczęście, otworzyły się drzwi do Sali Operacyjnej.


Nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy płakać. Gwałtownie podeszłam do lekarza prowadzącego i spytałam się:
-Co z nią? Będzie żyć? Co się stało?
-Przepraszam, ale czy pani jest dla niej rodziną?
-Nie, nie, ale ona nie ma nikogo prócz mnie, jest jeszcze siostra ale one nie utrzymują zbyt bliskiego kontaktu.
-Dobrze, więc tak. Pacjentka, na szczęście, miała niewielki uraz głowy. Jednak spowodował on powstanie minimalnych drgań, które jednak odbijając się od kości czaszki wpadają w interferencję, która rozrywa naczynia krwionośne i tkankę mózgową. W urazach o takim charakterze może dojść do powikłań wewnątrzczaszkowych. Dlatego w takich przypadkach konieczne są badania kliniczne wsparte badaniem neuroobrazującym.
-Dobrze. Czyli wszystko z nią będzie dobrze?
-No nie tak od razu. Muszą zostać przeprowadzone dodatkowe badania, ale nie widzę tutaj zagrożenia dla życia, więc myślę, że wszystko będzie dobrze.
-Bardzo się cieszę.  A kiedy będzie mogła wrócić z powrotem do domu?
-Nie mogę tego tak dokładnie powiedzieć, ale na pewno za kilka dni. A pani radziłbym wrócić teraz do domu, przespać się, zjeść coś i odpocząć. Bo nie widzę dalszego sensu, aby pani tu siedziała.
-Ale, Eve...
-Spokojnie! Jest w dobrych rękach, pod okiem najlepszych specjalistów, nic jej nie będzie!
-Dobrze, to dziękuję i dobranoc.

Kiedy wychodziłam już ze szpitala zobaczyłam jak kilku lekarzy wiozło Eve. Była pod kroplówką, poowijana różnymi bandażami i cała posiniaczona. Był to naprawdę smutny widok. Nie mogłam tam dłużej zostać. Musiałam wrócić do domu, ale nie miałam czym. Na szczęści nie daleko znajdował si…ę postój taksówek. Wzięłam jedną z nich i pojechałam do domu.

4 komentarze:

  1. Nie wiem co myśleć o twoim blogu.. Ponieważ nie lubię Violetty ale twoje pomysły są SUPER!!! Czekam z niecierpliwością na nexta! A i postaraj się aby rozdziały były trochę dłuższe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny blog,bardzo kocham violette,czekam na next:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super blog,chociaż te post jest trochę inny niż te poprzednie,w sensie taki bardziej nie na temat.Wolę abyś pisała tak jak wcześniej.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń